wtorek, 17 kwietnia 2012

Black TUSQ

Pomysł mnie naszedł, żeby usprawnić Jacksona totalnie, elektrownia została wymieniona na Switchcraft i Bourns, most na TonePros, przyszedł czas na siodełko, a na koniec zostaną tylko klucze. No i tak to wyglądało.

Przyjechało:


Przymierzyłem, żeby się po raz kolejny upewnić czy kupiłem dobre (wymiary są na stronie GrapchTech):



Demontaż strun, nakładki na pręt, nie wyglądało to rewelacyjnie:

 

Jak wiadomo, trzeba objechać dookoła siodełko skalpelem/cienkim nożykiem, żeby lakier się nie poniszczył. Niestety u mnie lakier był położony na całym siodełku... IMO trochę to dziwne.


A tu widać jak się kawałek oderwal:


A tu już po zdjęciu:



Widać, że lakier od strony główki był nałożony wysoko na siodełko. Jak myślicie co się z nim stało przy zakładaniu nowego? 

A tu stare siodełko w pełnej krasie. Nic szczególnego.




Podczyściłem, podpiłowałem, pokleiłem i siedzi:


Właściwie nic trudnego, ale z tym lakierem to jakieś jaja. Tak jakby konstruktor założył, że siodełko jest niewymienne. Ogólnie założyłem to tak sobie, następnym razem będzie lepiej, a może jeszcze raz je przykleję? Się okaże :)

Buziaczki :* 

wtorek, 20 marca 2012

Mayones Regius 7 Baritone Transparent White

Kupując gitarę barytonową myślałem, że już nic więcej nie potrzeba mi do szczęścia. Pojawił się jednak ESP i baryton poszedł w zapomnienie. Później zjawił się Jackson i marzenia o idealnym wiośle się spełniły. Jednak to wciąż nie to… Poszukiwania brakującego ogniwa trwały w najlepsze. RAN Crusher, Langowski, LTD SC607B, Schecter Blackjack C7 ATX i tak dalej. Wybór był dość ograniczony ze względu na moje dość specyficzne wymagania – 7 strun, skala barytonowa i najlepiej coś innego niż mahoń, tak dla zasady. Przez niecodzienny zbieg okoliczności wpadł w moje ręce:

Mayones Regius 7



Specyfikacja:

Korpus: Jesion bagienny
Top: Klon płomienisty
Konstrukcja: NTB
Szyjka: 11 częściowa – klon/mahoń/wenge/amazakoe
Podstrunnica: Heban
Radius: 16”
Skala: 27”
Progi: Medium Jumbo
Klucze: Sperzel Trimlock
Pickupy: SD Blackouts AHB-1-7 Phase II
Mostek: ABM
Wykończenie
Przód: Transparent White
Tył: Natural

Ymydż

Barytonowy Mayones Regius 7 ląduje u nas nastrojony do kosmicznego std Fis(!!!) uzbrojony w pancerny case, który wytrzymuje podobno nacisk 500 kg, do tego załączony komplet kluczy do regulacji mostka i pręta oraz najważniejsze – instrukcja.
Jeśli chodzi o porównanie do klasycznych Regiusów, gitara posiada niewielkie modyfikacje. Przede wszystkim kolor – teoretycznie niedostępny w normalnej specyfikacji. Do tego dwie głośności zamiast tonów i głośności, a także całkowicie czarne nakładki na potencjometry, zamiast przeźroczystych ponumerowanych bursztynków.
Gitara wykonana jest totalnie profesjonalnie, wiadomo, każdy purysta znajdzie coś, jakąś  skazę na drewnie, 0,01mm pęcherzyk powietrza pod lakierem, czy krzywo nałożony binding. Ja się nie mam do czego przyczepić. W Gibsonach, ESP czy PRSach również takie historie się zdarzają, jakby ktoś nie wierzył.
Z grubsza wygląd gitary. Przez lakier prześwitują słoje klonu, inaczej niż zwykle bo wzdłuż gryfu. Biała lamówka otacza korpus, gryf i główkę. Struny przechodzące przez korpus zaczynają swoja przygodę w mostku ABM, następnie przebijają się przez hebanową podstrunnicę, lądują na grafitowym siodełku GrapTecha i kończą swoją przygodę w blokowanych kluczach Sperzel. Z ciekawostek – 7 klucz został przewiercony, tak żeby weszła w niego praktycznie każda struna. Elektronika składa się z dwóch potencjometrów Bourns i gniazda Switchcraft. Komora przetworników wyłożona jest folią miedzianą i całość układu połączona jest z mostem (zapewne seryjna produkcja, bo przy pickupach aktywnych jest to zbędne, jak wszyscy wiemy).


Plejing

Czego się można spodziewać po barytonowej siódemce? Dużo i ciężko. I tak właśnie jest. Może nie jest to waga ultra ciężka, ale czuć że mamy pod łapą kawał instrumentu. Gryf jak na siódemeczkę jest naprawdę świetnie wyprofilowany.  Nie posiadam długich palców i szerokiej dłoni a przyzwyczajenie się do niego zajęło dosłownie parę chwil. Skala barytonowa rozszerza nam progi co może sprawić trudność użytkownikom nie-barytonów, jednak na dłuższą metę wydaje mi się to dość dobre rozwiązania, szczególnie dla miłośników tappingu. Dużo miejsca – łatwiej trafiać. Jeśli chodzi o korpus, jest on naprawdę duży, gitara ma profilowany przód (czego oczywiście nie uchwyciłem na zdjęciach), jednak czuć pod przedramieniem kawałek dechy, co nie wszystkim może się wydać wygodne. Na siedząco gitara doskonale leży na nodze, na stojąco nie miałem okazji dobrze jej przetestować.
Po pierwszym uderzeniu pełnego akordu byłem zachwycony, soczyste, pełne brzmienie. Nie wiem czemu to przypisać, czy szerokiemu gryfowi czy szatańskiemu połączeniu 11 kawałków drewna w szyjce czy może samemu znaczkowi „M” na główce. Gitara po prostu gra i to sama z siebie. Dosłownie czuć jak pracuje drewno. Dawno się z czymś takim nie spotkałem. Żeby ocenić konkretne aspekty brzmieniowe gitary, musiałbym podpiąć ją do true lampowego wzmacniacza, na którym wszytko wyjdzie na jaw. Na razie jestem w 100 procentach pewny, ze sygnał wydobywający się z przetworników jest bardzo mocny, nawet mocniejszy niż odpowiedników do szóstki. Do tego gitara stroi we wszystkich pozycjach, nie ma wilków i trzyma strój tak długo, aż przesuniemy sami klucz.

Di Ent

Cóż mógłbym rzec jako amator dosiadający profesjonalne wiosło. Mianowicie słów kilka.
Co mi się nie podoba na przykład. Jako zatwardziały fan TOM, brakuje mi go. Chociaż ABM to dobry most, wydaje mi się most Hipshota posiada o wiele lepsze rozwiązania techniczne. Nie trzeba wkładać, przekręcać, wyciągać, wkładać i znowu przekręcać imbusa, wystarczy użyć zwykłego śrubokręta, podobnie jak w TOM. Kolejna sprawa to profil pod przedramię, czuć że jest tam tego dużo i czasami może uwierać. Zapewne przy grze na stojąco problem znika, ja jako kanapowy wymiatacz stwierdzam, że czasami może przeszkadzać. Klucze Sperzel. Zachowują się troszkę dziwnie. Trzpień odpowiedzialny za blokowanie struny lubi się sam z siebie zablokować doprowadzając do swojego demontażu i opuszczania go w dół za pomocą młotka i śrubokręta.
Ale to wszystko szczegóły. Gitara wygląda, gra i błyszczy jak 10 milionów dolarów. Kto twierdzi inaczej, niech wpada i podotyka. Gwarantuję wiele nieprzespanych nocy. Ja tak miałem.














niedziela, 11 marca 2012

7?

Niedługo recenzja...

sobota, 3 marca 2012

Sunn ST-15

Przez przypadek stałem się chwilowym właścicielem takiego oto sypialnianego potwora?
Dlaczego potwora? Bo brzmienie, które wydobywa się z tego 8 calowego głośniczka jest iście szatańskie!
Nie wierzycie? Przekonajcie się sami:



Oprócz tego podpiąłem do niego zewnętrzny przester w postaci Roboheada z naszego wspaniałego CrazyTrain.
Współpraca okazała się bardzo owocna, świetny, gęsty a zarazem czytelny przester.

Kilka słów o Sunnie.
Bardzo prosta budowa, 6 potencjometrów, input i wejście słuchawkowe.

Regulacja Volume || Gain || Master Volume |||| Bass || Middle || Treble
Ciekawostką jest to, ze equalizer działa na podobnej zasadzie jak w niektórych lampach.
Mianowicie, żeby uzyskać czysty sygnał, należy skręcić gain na 0, volume na 0-1 i całość regulować M.V.
Z kolei żeby uzyskać soczysty przester rozkręcamy Gain i Volume powyżej godziny 12 i głośność regulujemy M.V.

Ogólnie bardzo mi się podoba i wg mnie bije na głowę WSZYSTKIE małolitrażowe comba do rocka\metalu istniejące na rynku.

piątek, 2 marca 2012

Może?

Wypad nad morze był całkiem owocny, ale o tym już wkrótce...